to die by your side is such a heavenly way to die

Lipiec 30, 2011 § Dodaj komentarz

bezsenność, bezsensowność. nocne maratony z Grey’s Anatomy, scena, w której kobieta decyduje się na eutanazję w ramionach męża, wyłączyć, uciec, zapomnieć. the smiths na uspokojenie, take me out tonight, take me anywhere, i don’t care, i don’t care, i don’t care, modlę się z Morrisseyem. wyłączam muzykę, włączam płacz. równie cicho; najcichszy płacz jest tym najgłośniejszym, wiesz? umieranie, straszna jest nadzieja, umieram z nią. moment zaśnięcia z błyskiem w głowie, że nie będzie inaczej; że nie boję się żyć sama, boję się sama umrzeć. głosy śniącopytające, czy mi zależy i poranne oglądanie różowych półksiężyców paznokci odbitych na wewnętrznych stronach dłoni.

śmiech, pół-poważność, poważność, rozjaśnianie, Rozmowy….

… i więcej szszsz. więcej n a s z e; wiem, w jakim sensie, wiem, że nie muszę bać się zaimków.
przepisuję Twoje słowa, uśmiechając się myślami do A.; przy osobach trzecich, znaczenia naszych rzeczy wcale nie straciły znaczenia. nadal uwielbiamy się ze sobą gubić, w każdym sensie.

Reklamy

there is a light that never goes out

Lipiec 27, 2011 § Dodaj komentarz

wiecie, dlaczego perły są symbolem płaczu? ponieważ małże muszą wiele wycierpieć, by takie powstały. by ludzie mogli je podziwiać. a perły nie są niczym więcej, niż reakcją obronną na ziarenko piasku, które od wewnątrz je uwiera. zbiorem zastygniętych wydzielin, mających łagodzić rany. a ponieważ perła się rozrasta, boli jeszcze bardziej.

dlatego, gdy ktoś mówi, że mam piękną duszę, raczej mnie to boli. i raczej zakładam warstwę ochronną. nikt nie wie o istnieniu ziarenka piasku, które ciągle drapie.

happiness hit her like a train on a track

Lipiec 20, 2011 § Dodaj komentarz

dziwny czas; czasy, nitki trzech przeszłości, teraźniejszości i przyszłości plączą się w supeł gdzieś pod klatką piersiową, nie dają oddychać.
kłótnia, trzaśnięcie drzwiami, 372km pociągiem, uważne wyczytywanie książki, byle nie zauważyć, że to TA trasa, stacja-umieranie, robisz sobie drogę krzyżową, trzymanie się okna, byle nie wysiąść, wysuszanie łez rozpędzonym powietrzem. dzika radość i ciepło w środku na widok A. zacieszający, uroczy T., dziesięcioprocentowi vipowie, droga do D., starać się nie myśleć o alternatywnych rzeczywistościach i zmniejszonych odległościach, mama dzwoniąca, by powiedzieć, że T. jest także w S. panika, ile jeszcze będziemy na siebie wpadać, panika, bo nie możemy na siebie wpaść, gdzieś wśród tego myśl o studiach. przerażenie, wchodzę w siebie, milczę, nieobecność, zanikalność, uczucie dodupności.
szczęście uderzyło we mnie jak pociąg, oszołomienie. dziwne uczucie znalezienia się w życiu, o którym się dotąd czytało.
dziwne uczucie znalezienia człowieka, którego się czuje, jakby był kolejną częścią własnego ciała.

dziwny czas, dobry czas.

Lipiec 5, 2011 § 7 Komentarzy

bohaterki murakamiego niemal ascetycznie dbają o swój wygląd.
chciałabym w ten sam sposób wyczyścić się od wewnątrz.

little white shadows

Lipiec 1, 2011 § Dodaj komentarz

nigdy, nigdy się nie uwolnię; cień we mnie oznacza, że są tam jeszcze duże rzeczy, prawda?
tysiące mignięć, rzeczy, które dotykają inni, bolą miliard razy bardziej. ł. pisze krótko: samobójczyni, a ja się tylko chcę wypalić do końca.
wypalam się, dogasam, popieleję.
moje oczy są oczami pustego domu.

Lubię mężczyzn, których grał Bogart. Jednocześnie miękkich i zdecydowanych. Mężczyzn, w których jest dużo poezji i dużo konsekwentnego uporu, świetlicki mówi, przytakuję. myślę o idealnych mężczyznach pasujących do iluzorycznej idealnej mnie, przecież kiedyś przestaną się pojawiać;

dlaczego dla Ciebie nie potrafię się stać kimś lepszym?

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Lipiec, 2011 at bywam duchem.