and i am quite sure i’m in the wrong song

Czerwiec 29, 2011 § Dodaj komentarz

najdziwniejsze 24 godziny:
pustka, w pustce, z pustką. jadę. mijamy miejsce oddalone o równo rok i 500m od Tamtego. zakładam mocniej słuchawki, głośniej, kuleję w sobie. znowu pustka. docieramy, dzieli nas równo 20 piosenek. śmieję się, zamykam szufladkę z przerażeniem, śmieję się. później także się smieję, O. wychodzi na moment do kuchni, jak chcesz to wejdź na kompa. śmieję się. szufladka została otworzona. to jest panika, zaczynamy się śmiać, przecież nie wie o co chodzi, staram się udawać, że potrafię oddychać. głowa mnie boli, boliwyjśćuciekać. wracamy, naciągam słuchawki, babcia próbuje zagadać, myślę z kim chcesz rozmawiać, jak mnie tu nie ma? pustkapustka. pustka po samej sobie, nie po kimś. bo nikogo we mnie nie ma, nawet mnie. planowany detoks udał się za bardzo.  nic nie czuję. już wiem, skąd Wątpliwość, przypominam sobie o smsie, może to lepiej, że teraz tak się stało, racja, lepiej. dla nas obojga. podwójne m mogę mieć tylko w inicjałach, magia z miłością nie idą w parze z nami. przypominam sobie rozmowę z I.; tak dostaliśmy to, czego chcieliśmy, przecież nie prosiłam o trwanie, nie prosiłam o zakochanie się.  boleję, boję. nie wiem, jak to cofnąć, chociaż nie, wystarczyłoby cofnąć skutki, dlaczego życie nie ma przycisku undo? wracam, jeszcze tylko Cię  poprawiam, nie widać drżących palców, przecież jestem sukąrobotemhumanoidem, piszę maila, wysyłam, czytam z powrotem, tonieto, nie mam siły pisać dalej, żyć. nieświadomie oszukałam Ciebie, siebie. mogę tylko jeszcze Jej nie zranić. tego się chwytam, zasypiam.

śni mi się Jej imię z Jego nazwiskiem; uspokajam się, wszystko będzie dobrze.

(26-27 czerwiec; naprawdę nie chciałam w ten sposób mówić.)

Reklamy

digital controller

Czerwiec 25, 2011 § 1 komentarz

nie mam pojęcia skąd we mnie ta panika, gonitwa, plątanie się dookoła własnej osi. w głowie mi się kręci, brzuch boli. chaosuję, straciłam wszystkie punkty odniesienia. boje się, że o mnie zapomnisz gdy mnie nie bedziesz widzial. moj wlasny, pelnowymiarowy strach. nadal jestem przerażoną czteroletnią dziewczynką, zostawioną na pięć minut na piętrze przedszkola.

wtedy robiłam złe rzeczy, teraz robię. nawet jak na mnie.
w rezultacie staram się nie płakać na radioheadowym let me take control, nie pozwalaj mi, bo ja jej nie potrafię utrzymać, powinieneś zobaczyć moje słabe nadgarstki.

w tych idiotycznych fejsowych ankietach obok odpowiedzi „węże” powinnam odpowiedzieć, że ciszy się boję najbardziej.

i know, she knows, that i’m not fond of asking.

Czerwiec 23, 2011 § 3 Komentarze

Ach, gdybyśmy złapali tego skurwysyna, co nam ten świat wymyślił, Wojaczek myśli o Kimś, ja myślę o Hłasce. O Grzegorzu z „Ósmego dnia tygodnia”. Jestem nim.

I to na tyle, zamykam swoje wszystkie kanały komunikacyjne, łącznie z tym własnym, włączam autopilota. Siadam po swojej stronie płotu, nigdy się nie dotkniemy do bólu w środku.
Zmądrzałam: gdy ktoś się odwraca plecami do mnie, ja wychodzę z łóżka zamiast przywierać mocniej.

Gaszę drugiego papierosa; wolność jest tylko kolejnymi uciekniętymi kilometrami.

21 gramów.

Czerwiec 22, 2011 § Dodaj komentarz

radykalne zmiany, ostre cięcia, odsłaniam oczy, to ma w sobie coś z odwagi. której nie mam.

to ma w sobie coś, co przypomina mi o rysowaniu z m. jej rysunki, pewne, mocne, proste linie, oraz moje – miliony chaotycznych, niepewnych floresów. cienkich, odchudzanych gumką. zanikających. i podobnie zachowujemy się w życiu.

gdy mówię, że mnie to kompletnie nie interesuje, nie mój gaj, nie moje małpy i że to dotyka, ale nie dotyczy – kłamię. bo ten gaj się rozrasta, i kiedyś mnie zadusi. i w którymś momencie zdajesz sobie sprawę, że rysujesz nie ołówkiem, a piórem, na kalce. a i czystych kartek coraz mniej. mam dziewiętnaście lat, i tyle przeszłości, że. nie potrafię sobie wyobrazić możliwości posiadania przyszłości.

za to potrafię wyobrazić siebie taką, jaką będę za dwadzieścia lat. jako dobrą ciocię z doskoku, która będzie wpadać na rodzinne sobotnie obiady do rodziny 2+2, a tak naprawdę 1+1+1+1 – wszyscy razem jesteśmy samotni- z życzliwym uśmiechem i pustką w oczach i czekoladą w dłoniach. i gdy dziewczynka zapyta się ciociu, a dlaczego nie masz męża ani dzieci, to mózg wypowie wypierdalaj, mała, a usta bo mam Ciebie, kotku. gówno prawda, niczego nie masz. masz ich. po jej wyjściu dzieci będą chciały jej częstszych wizyt, zwłaszcza wizyt czekolad i pieniędzy wraz z nią. tatuś też będzie tego chciał, tylko nie w sobotnie popołudnia, a czwartkowe wieczory. i bynajmniej nie z dziećmi ani żoną.

płaczę przy „Tacie”. nigdy nie będę mieć takiego ojca, nigdy nie będę mieć takiej córki.

o cieniach chcenia.

Czerwiec 20, 2011 § Dodaj komentarz

niecelność słów – trafiają obok zamiast w. spływają z taką łatwością jak łzy po mojej twarzy. empatia, którą z taką łatwością okazywałam rok temu, została mi chyba wytrącona z dłoni. albo raczej ucięta wraz z nią – nie mam czym was przytrzymać przy sobie. niewystarczalność. bezradność. dodupność.

nie mam bladego pojęcia, co robić. przytulać, nie odzywać się, mówić, nieprzywiązywaćsiębotoniebezpieczne?

wszystko trwa, dopóki sam tego chcesz. boję się chcieć za dwoje. takiego chcenia nie chcę. m., jesteś zwierzątkiem cieniolubnym, dlaczego nie uciekniesz w cień innych, ważniejszych osób? m., chciej uciekać, dla dobra innych.

Czerwiec 18, 2011 § Dodaj komentarz

oprócz tytułowego wersu, bardzo na teraz.
smutek w niebieskich oczach, w cieniu wysokich bloków mogę cię tylko rozczarować.
popełnianie tych samych błędów boli podwójnie, gdy nie wie się, że pierwszy takim był. i nagle wiesz, co zdarzy się za godzinę, dwie, dwanaście. to już nie deja vu, to życie. mam czworo oczu, mogę płakać podwójnie. every day of future makes every day of past.
i nagle wiesz, że wszytko nad czym możesz panować to twoje reakcje. i że pomimo wszystko czegoś się nauczyłaś. brakujący element puzzli został znaleziony pod łapą potwora pod łóżkiem, można schować układankę.
chociaż gdy mówisz mi, że mam to już uporządkowane, to na pierwszy rzut oka nie dowierzam.
zupełnie inny świat.

edit: a i tak g. ci z panowania wychodzi. masz, co chciałaś, kotek.

zmiany systemowe

Czerwiec 9, 2011 § Dodaj komentarz

mam wrażenie, że jestem w którymś z tych amerykańskich filmów klasy b, gdzie największą żałobę po narodowym bohaterze widać po równo złożonej fladze. takiej, która wygląda bezradnie ułożona na trumnie. moje wszystkie uczucia zostały mi właśnie w takiej oddane. a jednocześnie staram…y się ją na nowo rozwinąć, powiesić, i żeby jeszcze trzepotała. i cieszyć się odzyskaną wolnością.
a przecież do pełni demokracji jeszcze tyle brakuje.

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Czerwiec, 2011 at bywam duchem.