polowanie na wielbłąda

Maj 29, 2011 § Dodaj komentarz

Tego mi było potrzeba. Przeorania mózgu, wywrócenia na lewą stronę. Paru godzin intensywnego myślenia o czymś innym. Dobre te książki, które otwierają szufladki w głowie. Niekoniecznie ze wspomnieniami.

I gdy mówię mój dom  (nie mylić z moim Domem), to mam na myśli ten kontrast. Gdy wychodzę znad laptopa zamroczona jeszcze myślami, i oślepia mnie głupota familiady. To taka mała tradycja – ogladanie familiady. Co jest dosyć zabawne, bo rodzina z nas żadna.

Przyglądajmy się (nie)szczęściu innych.

Idiotyczne dialogi o moim potomstwie: i byłoby inteligentne po mamusi… I to nawet nie zabrzmiało jak obelga. Dziwię się normalności. W normalności jest coś nienormalnego. Najeżam się, czekam na cios, który nie następuje. Ale to pewnie też jakaś taktyka, no, odpręż się w końcu, to będzie bardziej bolało.

I to nawet nie tak, że uważam siebie za jakąś nie wiadomo jak inteligentną. Ja tylko jestem inna. I nawet nie zamierzam już z tym walczyć. Mogę jedynie zbudować na tym jakiś fałszywy obraz siebie, zostać nadczłowiekiem. A tak w zasadzie, to podczłowiekiem, bo przecież macie nade mną przewagę. W postaci mojej zazdrości o waszą prostotę, nieskomplikowanie, o wasze oglądanie familiad, klanów, tego całego gówna, którego nie jesteście w stanie przetrawić, bo nie ma już czego. Że zasypuje wasze mózgi, a wy nawet tego nie czujecie, bo nie jesteście zdolni poczuć cokolwiek.  O nie rozdrapywanie strupów rzeczywistości, o nieuświadamianie sobie, że pod strupem nie ma czystej skóry, tylko rana.

Patrzę na mnie waszymi oczami. Strupy rzeczywistości. Boże, jakie żałosne.

-Coś stałego?

– Związek.

wybucham śmiechem.

Czego się śmiejesz?!

No tak.

Maj 26, 2011 § 4 komentarze

Najbardziej rozczulająca prośba ostatnich dni: bądź dla siebie dobra. Jakby to miało dla kogoś… znaczenie? Mogłoby mieć?
Staram się. Staram się starać.
Kupuję koszule, dobieram odpowiednie barwy do czekającej w łazience szamponetki. Do nowej siebie. Ciocie karmią mnie ciastem, Ty karmisz słowami. Na mapie rysuję odległości, jakie w te wakacje przemierzę, by być dalej od siebie, a bliżej innych. Wysyłam maile z rezerwacją na kurs, i w tej samej chwili przychodzi wiadomość od Inki. Harmonia. Jest mi najzwyczajniej dobrze. Tak, jakby to było normalnością.

Dopiero teraz dochodzi do mnie, jak ciężki był ostatni rok w liceum. Nie potrafię się jeszcze przestawić na wolniejszy tryb, w snach jeszcze zdaję maturę. Jakimś malutkim otworem ulatuje ze mnie cały stres.

I tylko nie wiem, co zrobić z całym nadmiarem czułości. Ładuję w subiektywne obrazki na zupie, w głaskanie kota, w zachwyty. Zapomniałam, że to katalizator, i tylko potęguje. Zaraz wybuchnę.

and do it all though you can’t believe it – youth knows no pain

Maj 22, 2011 § Dodaj komentarz

zazdroszczę ludziom zza pociągowego okna, jadących konno. nie pamiętam kiedy się tego uczyłam, i dlaczego przestałam. pamiętam same uczucia. to jest jedno z tych genialniejszych.
myślę, że najlepsze lata są już za mną. że gdy inni już swobodnie latają, ja dopiero wykluwam się z kokonu.
myślę, że jeśli dalej świat będzie tak pędzić, to ludzie będą rodzić się z przeczuciem przegranego życia.

a potem ląduję w samym centrum nieba. stary rynek, bańki, tłumy szczęśliwych ludzi. zaraźliwość. po raz pierwszy od bardzo dawna jestem w jednym miejscu, przy sobie. i jest mi z tym niesamowicie dobrze.

potem gotowanie u O., z dziesięcioma osobami na paru metrach kwadratowych kuchni, śmiech, masa wina, zapachy, smaki, dotyki.
spokój. te uczucie dopasowania do świata, flow. w tej chwili nieistotne, jak bardzo ono jest nie na miejscu.

Maj 20, 2011 § 2 komentarze

Czuję się formowana. Jak drzewko bonsai. Tu przytniemy, tam obwiążemy drutem…
Skompresują, aż w końcu zmieszczę się w ich ciasne umysły.
Zapomnieli, że życie to raczej puszcza niż miejsce na parapecie pomiędzy kubkiem herbaty a kotem.
Jeśli czegoś nie zrobię, to albo zabraknie mi w niej miejsca, albo tlenu.

I to jest jedyna myśl w głowie. Nie mam słów w sobie – wkurwiam się i wydeptuję ścieżki w dywanie, ale jedyne komunikaty jakie jestem w stanie wypowiedzieć zmniejszają się do mhm.
-Przegrywasz swoje życie -Mhm.

stenogramy myśli. stacje i zwrotnice.

Maj 17, 2011 § Dodaj komentarz

Picasso zauważył Dorę Maar podczas kolacji w restauracji, gdy ta przy sąsiednim stoliku bawiła się nożem, trafiając w luki pomiędzy palcami i czasem  niechcący się raniąc…*

wszyscy jesteśmy w osobnych przedziałach i nasze drogi się krzyżują, albo możemy się do kogoś przysiąść, nawet wysiadać na czyichś stacjach, ale i tak podróżujemy samotnie. W jakimś momencie świat, który znałam, zniknął albo usunął się, a zastąpił go jakiś inny świat. Tak jak przestawia się zwrotnica. To znaczy moja świadomość należy do tamtego, poprzedniego świata, ale sam świat zmienił się na inny. Zmiany faktów, które miały tam miejsce, są jeszcze na razie ograniczone. Większość nowego świata została bez żadnych poprawek przejęta ze znanego mi starego. Dlatego nie trafiam na żadne realne przeszkody (przynajmniej na razie nie trafiam) w codziennym życiu. Ale te „zmienione elementy” prawdopodobnie z upływem czasu zaczną wywoływać wokół mnie coraz większe różnice. Niezgodności będą po trochu rosły. I w zależności od sytuacji być może te niezgodności zniszczą logiczność mojego postępowania, spowodują, że popełnię nieodwracalne błędy. Ale jeśli do tego dojdzie, będzie to miało fatalne skutki w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Równoległe światy.**

dziwnie, bo nie jestem kobietą, o której się myśli, czytając. o której się w ogóle myśli. i to ja zawsze byłam tą, która podrzuca książki. 180 stopni zgodnie z ruchem przeciwnym do ruchu wskazówek zegara.  z zakrytymi oczami trafiasz w dziesiątkę.

czasem mam wrażenie, że nieświadomie piszę instrukcję obsługi siebie ludziom, którzy nie chcą nacisnąć guziczka ‚play’. Lecz zawsze pokrywała ją jakby cienka, nieprzezroczysta błona, za którą dziewczynka się ukrywała.**

(nie doszukuj się sensu. jak i ja próbuję nie.)

____

*stres robi dziwne rzeczy: zapomniałam wszystkich kierunków w sztuce Picassa, pamiętałam tę scenę. prezentacja maturalna.

**Murakami, „HQ84, t. I”


kilka błędów popełnionych przez dobrych rodziców

Maj 13, 2011 § Dodaj komentarz

autocenzor nie pozwala się zbytnio wypowiadać, więc powiem tyle: nisshooken poszło się kochać. i bynajmniej nie ze mną.

zastanawiam się jakim cudem mogę być wspierana przez innych ludzi i nie bać się ich bliskości, skoro nie mogę tego oczekiwać wobec najbliższych. staram się tylko nie myśleć o w., mówiącym, że nie chce mieć żony ani rodziny, bo jak tak to ma wyglądać… staram się nie myśleć, że ja właśnie tego chcę, ale nie potrafię. staram się nie myśleć o życzeniach, jakie z a. sobie składaliśmy. śmierci.

zastanawiam się, czy jednak dobrze zrobiłam, nie popełniając błędu swojej mamy. rezygnując. może chodzi o to, że błędy rodziców nie są naszymi, i nie trzeba się nimi kierować? mam wrażenie, że dzieciństwo mnie oszukało. zastanawiam się, jakie miałabym życie, gdybym nie była córką swojej mamy. i jakie mieliby oni.

wkurzają mnie pocieszenia w stylu jeszcze tylko miesiąc. nieprawda. jeszcze tylko całe życie, bo ja się swojej przeszłości nie pozbędę. i co gorsza, ma wpływ na przyszłość.

autocenzor jest wkurwiony, drapie w gardło. mrugam bardziej, nie wypada w bibliotece płakać. tym bardziej przy k. tym bardziej tutaj, w internetach. to zbyt wiele komplikuje. tym bardziej nie wiem, czego bardziej się boję: że przeczytacie czy że może nie. a może tylko chciałabym wiedzieć, jeśli. chciałabym móc wierzyć w nie tyle magiczną moc czytania myśli, ile ich zrozumienia. zrozumienia przykładów interpretacji myśli. kim w Twojej głowie jestem?

nisshooken

Maj 12, 2011 § Dodaj komentarz

nie pamiętam, kto kiedyś powiedział, że priorytety się zmieniają po maturze, ale muszę mu przyznać rację. mimo, iż to śmiesznie brzmi, bo przede mną przecież jeszcze dwa egzaminy, ale czuję już zmiany podskórnie. dożylnie. miło sobie znowu przypomnieć, że ani oksytocyna, ani PEA nie są moimi ulubionymi hormonami. samowytwarzające się z powietrza – z niczego – endorfiny i adrenalina są dużo lepsze.

niech mi się uda zrealizować 1/10 tych planów, a będę już naprawdę daleko od tego żałosnego, teraźniejszego wcielenia.
w poprzednim musiałam być feniksem.

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Maj, 2011 at bywam duchem.