Styczeń 24, 2011 § Dodaj komentarz

dwudziesta pierwsza jeden: chciałabym pójść na pocztę, i jak przed paru laty, wybierać, przebierać, dobierać papeterię. i wybrać, dobrać najwłaściwszą.
dwudziesta pierwsza dwa: napisać list. moim śmiesznym, „zaskakującym” pismem. i pachniałby moimi dłońmi. w tej chwili – cynamonem i mandarynkami.
dwudziesta pierwsza trzy: i żeby on był adresatem.

a pachnie tylko karteczka z zapisanym adresem email.

Reklamy

wintertime

Styczeń 23, 2011 § Dodaj komentarz

is a razor blade the devil made, that’s the price we pay for the summertime.

a ja i tak nadal będę twierdzić, że niewypowiedziane nie istnieje. dopóki nie zniknie.
EDIT: nie zniknie. nadal będzie ukryte gdzieś głęboko, gdzieś pomiędzy płatem potylicznym a skroniowym. a które można tak samo łatwo wyciągnąć jak demony spod łóżka, zgaszając światło. tyle, że wraz z n+1 lat, katalizatory stają się coraz bardziej infantylne.
nic się nie zmienia, nadal równie łatwo mogę się potłuc.
zmienia się wszystko, nie pokazuję tego na zewnątrz.
uśmiecham się czasem, żeby nie płakać. wypisuję się, żeby nie wypalić.
nawet jeśli tylko dla siebie.

nie, w zasadzie to dzięki bogu, że oprócz mnie nikt nie zna tego miejsca.

a przecież nie jestem nieszczęśliwa. po prostu chyba nie potrafię być.

wydało mi się

Styczeń 22, 2011 § Dodaj komentarz

że sam stałem się częścią jakiejś źle napisanej powieści.

nieprawda.
dobrze napisanej. o fabule, której nam by niejeden noblista pozazdrościł.
ale dobrze napisane powieści nie kończą się dobrze.
albo nie kończą się wcale. a to wcale niezłe zakończenie.

na marginesie: słowo wrażliwość w pewnych ustach układa się w obelgę.
pokryć się grubym pancerzem, przetrwać tutaj.

Styczeń 22, 2011 § Dodaj komentarz

w następnym wcieleniu będę Agnieszką Osiecką.
albo Twoim Wszystkim.

Styczeń 20, 2011 § Dodaj komentarz

cokolwiek nie napiszę – skłamię.
więc milczę.
słowami. niedopowiedzeniem. milczeniem. (te ostatnie jest najgorsze, wiesz. nie, to nie jest pytanie, nawet retoryczne.)
więc boję się słów. emocji.
uczuciowa lobotomia jest najlepszym, co mogłam w tym momencie poczuć. a raczej – nie czuć.

spokój we mnie burzy spokój we mnie.

emocjonalne wulkany i trzęsienia rzeczywistości

Styczeń 19, 2011 § Dodaj komentarz

uczuciowy wezuwiusz. mentalna etna.
czasem tylko wybucham, wylewam żrącą lawą na niewinnych ludzi, niewinnych bardziej, nikt nie jest winny. takierzeczypoprostusięzdarzają. po prostu nie zdarza się nic innego, inaczej.

przecież dobrze wiemy, że to zburzy wszystko dopiero za miesiąc, sześć. jak dobrze skonstruowana bomba z opóźnionym zapłonem, czasem połowicznego rozkładu rozpierdolu.  przecież dobrze wiemy, że rzeczywistość nie ma nic wspólnego z chronologią i poczuciem czasu.

jeśli.

***

chciałabym nauczyć się żyć w miłości, umierać potrafię doskonale. poniekąd już mechanicznie, nie odczuwając. bo czasami planowany detoks udaje się jednak zbyt mocno, czytam. obce słowa dotykają bardziej niż nieobce zdarzenia. dotyczą.

posiadam wszystko, by przetrwać. i niczego, by przeżyć.

wewnętrzny sejsmograf się rozregulował. tak, to czas, by
przyzwyczaić się do życia na uskoku płyt tektonicznych. samej.

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Styczeń, 2011 at bywam duchem.